Pięćdziesiątka

Czas nas uczy pogody...

Wpis

czwartek, 07 lipca 2011

Jak ubierać się po 50?

Ładnie ;-)

Biegając po sklepach jeszcze do niedawna kupowałam coś, co mi się spodobało, nie zastanawiając się zbytnio nad odpowiedzią na pytanie – a do czego będę to nosić? w jakich zestawach? z czym to skomponować, aby wykorzystać wszystkie możliwości jakiegoś ładnego ciuszka? Efekt był taki, że niektóre rzeczy sobie wiszą lub leżą w szafie i doprawdy nie wiem, co z nimi zrobić. Wszystkie te wiszące i czekające na lepsze czasy ubrania są fajne jako takie, ale trudno mi je z czymś połączyć, a jeśli już to się udaje, to satysfakcja marna, bo brak w tym tego czegoś… wewnętrznego przekonania, że nasz strój stanowi całość, przez nas wymyśloną, skomponowaną, itd.

Od pewnego czasu mam wrażenie, że zmądrzałam w kwestii zakupów ciuchowych. Po prostu kupuję coś dopiero wówczas, kiedy mam wizję - do czego będę to zakładać. Ciuch musi być na tyle uniwersalny, aby pasował do różnych zestawów. Doszłam do wniosku, że w swojej szafie chciałabym mieć gotowe zestawy i zawsze, kiedy szafę otwieram wiedzieć, co do czego pasuje, a nie dopiero przed wyjściem kombinować, co z czym zestawić. No cóż, to takie typowe nasze babskie zachowanie, kiedy deliberujemy nad otwartą szafą i wciąż nie mamy co na siebie włożyć. Czyżbym „na starość” chciała to odwieczne i charakterystyczne dla większości kobiet zachowanie zmienić? Chyba tak. Bo stałam się bardziej uporządkowana, chcę mieć pewność, że wyglądam dobrze. Bo jeśli sama będę miała to przekonanie o dobrze dobranym stroju, to i samopoczucie lepsze. Nic tak dobrze nie wygląda na kobiecie, jak pewność siebie.

Innym moim grzechem zakupowym było „odmładzanie się”. To co pasuje, kiedy ma się lat 30-40, po 50-tce nieco zgrzyta. Nie chodzi mi o ograniczanie się do kostiumów i zapinanych pod szyją bluzek, najlepiej białych;-) Ale kilka tunik, które zakupiłam, naprawdę nie za bardzo do mojego wieku pasują. Najlepiej wyglądałabym w nich z grubym paskiem w talii, a to z kolei najlepiej pasowałoby mi do legginsów. Na co dzień, czy na wakacjach można sobie na takie „odmładzające” zestawy pozwolić, ale do pracy, czy nawet na ulicę, niekoniecznie. Oczywiście zastrzegam, że to moje własne odczucie. Inna 50tka może w takich zestawach czuć się świetnie i nie mieć poczucia, że to jakby nieco niewłaściwe na ten wiek. Każdy ma prawo ubierać się tak, jak mu wygodnie i aby czuć się komfortowo. Nasze własne dobre samopoczucie powinno mieć dla nas znaczenie priorytetowe. Nieprawdaż?

Jednak nad wszystkim unosi się pewna norma, która chroni nas przed byciem zwyczajnie śmieszną. Chyba że komuś to nie przeszkadza ;-)

Mijam czasami na ulicy kobiety typu „Dzidzia piernik”, które noszą się jak małolaty. Zwykło się też mówić o takich kobietach „z tyłu liceum, z przodu muzeum”. Bardzo bym nie chciała, aby ktoś mnie tak ocenił. Zdarza się, że kobiety bojące się zestarzeć „przebierają się” za kobiety znacznie młodsze lub z epoki swojej młodości. Wiem, wiem, że serce zawsze jest młode, bo odczuwam to sama, ale wiek robi swoje i nie można żyć w słodkiej nieświadomości przemijania. Kiedy nowo poznane osoby dają mi 40 lat to bardzo mnie cieszy, ale zastanawiam się też na ile jest to zasługa ciała, na ile ducha, a na ile ciuszków, które noszę ;-)

Staram się zachować umiar w doborze strojów, aby nie przedobrzyć, ale nie mogę sobie odmówić żywych kolorów i dopasowanych ubrań. Kiedy ostatnio sięgnęłam głębiej do szafy w poszukiwaniu granatowej marynarki i okazało się, że jest zdecydowanie za luźna to odłożyłam ją jeszcze głębiej. W tego typu marynarce, która jest luźna wyglądam po prostu kilka lat starzej. Problemem dla kobiet chcących ubierać się stosownie do wieku jest fakt, że w sklepach dominują ubrania albo dla młodych, albo dla starych. Nieczęsto można spotkać coś pośrodku, ale zdarza się.

Reasumując, można ubierać się stosownie do wieku i nie popadać w skrajności. Stonowana elegancja jest „ponadwiekowa”, w moich preferowanych od pewnego czasu zestawach równie dobrze będzie wyglądać 20-30 latka, jak i 60-latka. Klasyka nie musi być nudna. Naprawdę :-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
illona
Czas publikacji:
czwartek, 07 lipca 2011 15:46

Komentarze

Dodaj komentarz

  • ilenka50 napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/07 16:18:29:

    Moim zdaniem wszystko zaczyna się od głowy. Strój powinien być tak dobrany, nie nie dość, że nie przeszkadzał głowie, to jeszcze poprawiał jej samopoczucie.
    Są osoby, które lubią klasykę. Podziwiam starsze panie, wyglądające jak z pudełeczka. Wszystko we współgrającej tonacji, idealnie odprasowane... Fryzura elegancka. No i zachowanie równie eleganckie. Chciałoby się usiąść i patrzyć.
    Są tez inne starsze panie. Włos tleniony, gruba czarna kreska na powiece, niebieski cień, a często jeszcze mini na tyłku. Zgroza. Byłam kiedyś na wakacjach, na których była korpulentna tleniona blondynka po 50-tce. Pływała ze swoim facetem rowerem wodnych w stroju topless. Prawdopodobnie widziała w lustrze kogoś zupełnie innego niż ci którzy patrzyli na nią.
    komu zazdroszczę? Chyba jednak tym śmiesznym kobietom. Tak, one są śmieszne i żałosne, ale same ze sobą świetnie się czują.
    Myślę, ze nie ma reguły. Każdy z nas komponuje po swojemu swoją szafę i chyba najważniejsze, żeby to była jego szafa.

  • illona napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/07 20:58:36:

    Witaj Ilenko :-)
    Mysle, że miedzy tymi babeczkami "jak z pudełeczka" a tymi z "grubą czarną kreską na powiece" jest jeszcze trochę miejsca, w które chciałabym się zmieścić :-) Bo ani do jednej kategorii mnie nie ciągnie, ani do drugiej.
    A ta kobietka w stroju topless to pewnie nie w lustrze, a w oczach swojego faceta się przeglądała :-) Pozdrawiam. I.

  • marga77 napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/08 12:17:26:

    z racji mojej pracy, bo pracowac musze w firmowym mundurku, nie znaszam moich ciuchow i dzinsy czy miniowa sprzed lat powiedzmy osmiu, wygladaja na nieuzyte i calkiem nowo, wiec grzechem bylo by nie uzyc, moimi kolorami byly zawsze kombinacje czerni i bieli, w takich zestawach, w kazdym wieku mozna sie pokazywac i tak sobie mysle, ze mam bardzo fajna kiecke, taka mala-czarna i bardzo mini, ktora dziesiec, osiem i piec lat temu spokojnie zalozylam, teraz gdy stuknie mi zaraz 53 wiosna, juz bym sie chyba nie odwazyla tak krotko odziac :)))

  • illona napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/08 12:25:25:

    Witaj Marga :-) Trzeba wziąć pod uwagę miejsce i ...towarzystwo. Gdybym spacerowała ulicami Nowego Jorku to i w bardzo mini nie czułabym dyskomfortu. Chyba. Nie wiem, bo nigdy jeszcze w Nowym Jorku nie byłam ;-) Małe czarne uwielbiam, ale ostatnio poluję na małą czerwoną :-) I.

  • marga77 napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/08 12:36:47:

    po Frankfurcie mozna spokojnie paradowac nawet w gaciach na glowie i nikogo to nie ruszy :))) no ale ja bym sie czula niekomfortowo, tak jak poczulam sie, siedem lat temu bedac u kolezanki w Lubece, bedac ubrana w inna mala czarno-biala, gapili sie na mnie okropnie wrecz, az nie wyrobilam i sie przebralam w portki, a wydawalo by sie, ze Lubeka taka swiatowa ;)))

  • illona napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/08 13:16:12:

    Marga :-) Gapili się, bo świetnie wyglądałaś i tej wersji należy się trzymać! Jak na mnie gapi sie jakis facet to przygladam sie uważnie, czy moze mam jakas plama na spodniach? a moze makijaz rozmazany? a moze golab mnie musnal swoimi odchodami i nawet tego nie zauwazylam, hihi. Reasumujac, trzymajmy sie wersji, że robimy wrażenie i tyle ;-)

  • marga77 napisał(a) komentarz datowany na 2011/07/08 14:12:48:

    akurat sie takiej wersji zawsze trzymam, ale wtedy w Lubece powaznie zwatpilam, a do tego moja Bogusia kwiczala ze smiechu, w tym roku sie znowu po siedmiu latach widzialysny i wspominalysmy moja panike, zanoszac sie smiechem :)))
    a! my rownolatki, a jednak bez problemu sie po siedmiu latach rozpoznalysmy ;)))

  • evieta napisał(a) komentarz datowany na 2011/11/06 12:41:14:

    "Nic tak dobrze nie wygląda na kobiecie, jak pewność siebie" to zdanie zasługuje na uznanie:) Jestem już w połowie po 50-tce i często zauważam, że kobiety w moim wieku boją się kolorów...a mamy teraz piękne morskie turkusy, pomarańcze i moje ukochane czerwienie. To kolor Nas odmladza:) Zawsze powtarzam, że szarości i czernie pozostawiam mojej córce, która ma 22 lata. A fason? cóż.. kazda z Nas przez lata ma juz wypracowany swój styl....
    Bardzo mądry i sympatyczny wpis:) Pozdrawiam.

Dodaj komentarz